SJSI

RSS
Dane kontaktowe:
e-mail: kontakt@sjsi.org
LOGOWANIE
Zarejestruj się

QUALE: 3 PERSPEKTYWY ≠ 3 RELACJE ≠ 3 OCENY TEGO SAMEGO WYDARZENIA

WSTECZ

Od TestingCup 2014 minął miesiąc. Emocje opadły, pierwsze zachwyty zostały już wygłoszone w licznych relacjach z wydarzenia, organizatorzy, wolontariusze i uczestnicy wrócili do „normalnego” życia.

Co jeszcze można powiedzieć o TestingCup? Wiele zostało już powiedziane – my przedstawimy nasze odczucia z trzech różnych punktów widzenia.

Okiem uczestnika

W dniach 2-3 czerwca 2014 na Stadion Narodowy w Warszawie zjechały setki zawodników, by wziąć udział w drugiej edycji Mistrzostw Polski w testowaniu oprogramowania. Już od samej bramy wjazdowej dało się wyczuć emocje związane z zawodami. Największa arena sportowa w kraju gościła przedstawicieli dziesiątek firm z branży IT, dla większości których celem było stawienie czoła wyzwaniu postawionym przed nimi przez organizatorów, jak również nawiązanie nowych znajomości wśród ludzi dzielących tę samą pasję, wymiana opinii w trakcie paneli dyskusyjnych czy wysłuchanie wykładów i prezentacji związanych z tematyką testerską.

Klimat w trakcie trwania konferencji oraz zawodów był niesamowity. Organizatorom w niespotykany sposób udało się połączyć atmosferę rywalizacji z nastrojem prawdziwie rodzinnym oraz umożliwić spotkanie dawno niewidzianych znajomych i co najważniejsze –  wymienić opinie i doświadczenia wśród uczestników wydarzenia.

Rozpoczęcie zmagań zaczynamy się od wylosowanie stanowisk zarówno dla drużyn, jak i dla zawodników indywidualnych. Wszyscy zasiadają na swoich miejscach i w tym momencie nie mogę się powstrzymać, by wstać i rozejrzeć po sali. Krótka chwila refleksji na temat krążącego w środowisku stwierdzenia, jak rzekomo mało jest testerów w Polsce – rozglądając się wokoło można było odnieść dokładnie odwrotne wrażenie, a przecież była to niewielka część przedstawicieli QA, z którymi na co dzień spotykamy się w pracy.

Organizatorzy stanęli na wysokości zadania i środowiska pracy były dobrze przygotowane do zmagań. Można mieć drobną wątpliwość odnośnie ilości dostępnego dla poszczególnych drużyn miejsca, ale z drugiej strony wszyscy mieli jednakowe warunki, a przyszliśmy tam na testerską wersję speed dating’u z Mr.Buggim, więc nie było czasu na to, żeby się rozsiadać.

Spoglądając na zegarek w trakcie zawodów miałem wrażenie, że organizatorzy zadając kłam prawom fizyki przyspieszyli upływ czasu.  Z min przedstawicieli innych drużyn wnioskuję, że nie byłem osamotniony w moim odczuciu.

Już po zawodach, na spokojnie można było poodwiedzać stanowiska przygotowane przez wystawców, gdzie w nienachalny sposób przedstawiciele i przedstawicielki firm z całego kraju zachęcali do zapoznania się z ofertą ich firm. Inni uczestnicy preferowali wymianę uwag odnośnie przebiegu zawodów w mniej lub bardziej licznych grupach; niektórzy zdecydowali się wysłuchać prezentacji na temat TestingCup i historii Mr.Buggiego; inni z kolei zwyczajnie wyszli przed stadion, by odetchnąć i ochłonąć po minionych przeżyciach.

Po południu na zainteresowanych czekał świetny wykład prowadzony przez Jamesa Lyndsay’a „Searching for surprise”.

Następny dzień rozpoczął się rewelacyjnym wykładem Paula Gerrarda „Value of Testing”, po którym w 3 różnych salach prowadzone były równolegle panele, wykłady, prezentacje i warsztaty powiązane z testowaniem. Wśród najciekawszych z mojego punktu widzenia należy wymienić „Do not just test usability- build it” Karoliny Zmitrowicz, oraz „Jak ugryźć testy bezpieczeństwa” Mateusza Olejarki.

Im bliżej godziny ogłoszenia wyników, tym atmosfera podekscytowania rosła. W tym miejscu nie mogę się powstrzymać od skomentowania wyników i ich odbioru przez zawodników. Pomimo tego, że TestingCup jest w zamierzeniach organizatorów konkursem otwartym dla wszystkich, to faktem jest, że nie ma tam osób przypadkowych. Uczestnicy to osoby znające swój fach, wykonujące rewelacyjną pracę w swoich organizacjach.

Warto również zauważyć, iż 3 godzinne zmaganie z widzianą pierwszy raz aplikacją i osiągnięte w jego wyniku miejsce na podium nie jest wyznacznikiem tego, że osoba, która zdobyła pierwsze miejsce jest herosem testowania, a tester z ostatnią lokatą powinien się zastanowić nad zmianą ścieżki zawodowej.

Wielu zawodników pracuje na co dzień z kilkuset stronicowymi specyfikacjami, inni w środowiskach, w których już same sugestie ulepszeń użyteczności aplikacji zgłoszone w raportach z testowania byłyby „blokerami”, „showstopperami”, „criticalami” czy jakkolwiek inaczej tego typu problemy są nazywane w poszczególnych firmach, ponieważ dla tych organizacji użyteczność to coś, co sprzedaje się klientowi. Dodatkowym wyzwaniem były defekty wynikające ze specyfikacji/user stories dostarczonych jako podstawa dla testów. Podsumowując, uczestnicy musieli zmierzyć się z nieznaną sobie aplikacją w warunkach zmierzających do zapewnienia jak najwyższego poziomu „braku specjalizacji” w trakcie króciutkich zawodów.  O poziomie uczestników niech świadczy to, że osoby z pierwszych miejsc w zeszłym roku potrafiły znaleźć się na odległych miejscach – wydaje mi się mało prawdopodobne, by nagle straciły umiejętność testowania oprogramowania J. Jeśli dołożymy do tego fakt, iż każdy ma swoje preferencje odnośnie środowiska pracy – „webówka”, aplikacje desktopowe, mobilne, bazodanowe itp, oraz dodamy do tego trochę szczęścia i formę w danym dniu, to widać od razu, że nie ma sensu załamywać rąk lub być przesadnie pewnym siebie po ogłoszeniu wyników. To co należy zrobić, to cieszyć się ze zdobytych doświadczeń, które możemy wykorzystać podczas codziennej pracy, podtrzymywać nawiązane znajomości i trzymać kciuki za to, by w przyszłym roku Mr.Buggy był dla nas bardziej łaskawy w odkrywaniu swoich tajemnic.

Sądząc po rozmowach ze znajomymi, większość zawodników i wystawców była zadowolona z formy przeprowadzenia Mistrzostw Polski w testowaniu i mam nadzieję, że na stałe wpiszą się w kalendarz testerskich wydarzeń w naszym kraju.

Okiem prelegenta

Porównując tegoroczny konkurs z pierwszą edycją, wyraźnie rzuca się w oczy większy rozmach wydarzenia, lepsza organizacja i co szczególnie ważne, poprawa elementów, które szwankowały (lub zwyczajnie mogły być usprawnione) w zeszłym roku. Organizatorom należy się uznanie za to, że nie tylko zrealizowali imprezę 3 razy większą, niż w 2013, ale i wzięli do serca uwagi zgłaszane przez uczestników poprzedniej edycji i mimo natłoku prac organizacyjnych – uwzględnili je i tym samym znacząco poprawili jakość imprezy. Wiedząc o tym, że zespół TestingCup to w znaczącej większości wolontariusze, pracujący nad sukcesem konkursu z czystej pasji i bezinteresownej chęci współtworzenia ważnego dla testerów wydarzenia, tym bardziej należy się tym ludziom uznanie, szacunek i wielkie gratulacje. Świetna robota! O Waszym sukcesie niech świadczy podsłuchana w kuluarach rozmowa gości z zagranicy, którzy nie mogli uwierzyć, że TestingCup zorganizowano bez udziału profesjonalnej firmy zajmującej się organizacją eventów.

Porównując TestingCup do konferencji i eventów zagranicznych, w których miałam przyjemność brać udział, mogę stwierdzić bez cienia wątpliwości – TestingCup to impreza na doskonałym poziomie i organizacyjnym, i merytorycznym. Mało które wydarzenie tej lub podobnej skali, w którym czynnie lub biernie uczestniczyłam, zostało zrealizowane tak solidnie. Mało które może się poszczycić nie tylko porządną organizacją, ale i tym, że naprawdę buduje relacje między uczestnikami i zaraża pozytywną energią. Uprzedzając potencjalne sprzeciwy „krytyków” mogę z przekonaniem stwierdzić, że zarówno uczestnicy, jak i organizatorzy mamy powody do dumy.

Okiem organizatora

Niestety organizatorzy mają dużo mniejsze możliwości korzystania z atrakcji, jakie przygotowali dla uczestników. Ominęła nas wycieczka po stadionie, większość prelekcji, a catering kosztowaliśmy przelotem. Nie ominęła nas za to pozytywna energia, jaką przekazali nam uczestnicy. Dało się wyczuć, że ludzie są naturalnie zadowoleni z wydarzenia. Przebiegając korytarzami między salami widać było uśmiechnięte twarze uczestników, prelegentów prowadzących rozmowy ze słuchaczami, a nawet integrujące się ekipy sponsorskie. To wrażenie można by uznać za silnie subiektywne, gdyby nie rozmowy z ludźmi, którzy nie pytani dawali nam bardzo dobrą informację zwrotną. Zaskoczyła nas też aktywność na portalach, gdzie mamy wrażenie, ludzie „lubiąc” pojedyncze wpisy i zdjęcia dawali nam znać, że jest OK. Końcowe ankiety obalają wszystkie wątpliwości. Jeszcze jadąc na trasie Warszawa – Katowice czytaliśmy oceny i komentarze uczestników i dostaliśmy kolejnego pozytywnego kopa. Mamy wrażenie, że udało się nam zrobić nie tylko unikalne wydarzenie, ale również coś naprawdę światowej jakości. Już pewna Edycja 2015 będzie miała wysoko postawioną poprzeczkę.

Tomasz Olszewski, Radek Smilgin, Karolina Zmitrowicz

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*